Prezydent dogadał się z Sikorskim ws. ambasadorów? "Tusk zablokował"
RMF FM donosi, że z powodu konfliktu Ministerstwa Spraw Zagranicznych z Pałacem Prezydenckim stanowisko w polskiej ambasadzie w Kanadzie może zostać puste. Wiadomo, że MSZ chce, aby placówkę objął były europoseł KO Krzysztof Lisek. Zgodę na jego powołanie wydał rząd w Ottawie. Jak twierdzi Marcin Przydacz konflikt dotyczący ambasadorskich nominacji można było już dawno zażegnać.
– Były prowadzone negocjacje w ostatnich miesiącach pomiędzy Kancelarią Prezydenta a Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Zostało wynegocjowane odpowiednie porozumienie, które przełamuje ten spór. Mogliśmy pójść naprzód, mogły być już podpisane konkretne nominacje, mogło dojść do konkretnych zmian na placówkach - stwierdził Marcin Przydacz w RMF FM.
Polityk stwierdził, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyjęło to porozumienie. – I wie pan co się stało? Donald Tusk powiedział: "żadnych porozumień z prezydentem Nawrockim" - mówił prezydencki minister.
Przydacz przekonuje, że prezydent wyszedł z inicjatywą i jest otwarty na porozumienie. – Premier Donald Tusk wprost mówi, że żadnych porozumień z tym prezydentem, z tym prezydentem tylko konflikt, tylko walka, tylko krytyka, tylko brak konstruktywnej współpracy - mówił.
Spór prezydenta z MSZ
Tymczasem między prezydentem Karolem Nawrockim a szefem MSZ Radosławem Sikorskim wciąż trwa spór o nominacje ambasadorskie. Kością niezgody są przede wszystkim dwa nazwiska: Ryszarda Schnepfa i Bogdana Klicha. Na ich nominacje Nawrocki się nie zgadza. Wcześniej nie chciał ich podpisać także Andrzej Duda.
Dyplomatyczna bitwa między prezydentem a rządem zaczęła się w marcu 2024 roku, kiedy Sikorski podjął decyzję o zakończeniu misji przez ponad 50 ambasadorów oraz o wycofaniu kilkunastu kandydatur zgłoszonych do akceptacji przez poprzednie kierownictwo MSZ.
W reakcji na działania Sikorskiego Duda ogłosił, że "nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać, ani odwołać bez podpisu prezydenta". Z powodu braku porozumienia z MSZ w miejsce odwołanych ambasadorów prezydent odmawiał nominacji następców.